Idąc sobie przez miasto myślałam o naszym życiu czyli mamy,Rosi i moim.Nie było to najlepsze co mogło mnie spotkać.Dlatego,że naprawdę jesteśmy biedni tata...zostawił nas kiedy miałam 7 latka.Od tej pory nawet się do nas nie odezwał.Pewnie leży gdzieś na jakiejś wyspie a obok siebie ma nową żonę.Nie myślę o tym bo jest mi bardzo przykro,podziwiam moją mamę która haruje w pracy nadgodziny.Kiedyś sama zaproponowałam mamie,że pomogę jej zdobywać pieniądze i zacznę pracować.Ale ona oczywiście jest uparta i zaprzecza.No chociaż wiem po kim to mam.Oh zaraz będzie dzwonek na pierwszą lekcje...Za pomniałam całkiem o szkole.Muszę się teraz spieszyć.Jedno jest pewne jeden w-f będę miała już za sobą.
*15 minut później*Już jestem teraz tylko zejść do szatni i zdjąć kurtkę.Mam nadzieję,że jak wejdę nic mnie tam upokarzającego nie spotka...Krok od drzwi bać się czy nie bać?I tak się boję ale tego nie pokazuję.Przecież jestem twarda.Tak mam codziennie tylko upokarzanie i obgadywanie.Co ja zawiniłam,że jestem ta najgorsza,nie wiem ale od zawsze tak było i chyba nic się nie zmieni do póki będę w tej szkole.No właśnie nic się nie zmieni!Wchodząc do szatni wylało się na mnie całe wiadro wody.Wszyscy zaczęli się śmiać jaka jestem pierdoła.
-Tego już za wiele!-krzyknęłam agresywnie
-Ho ho ale się ciebie boimy-odpowiedziała Emma
-Na prawdę znów coś tam ci zaiskrzyło w tych szarych komórkach bo masz rację bój się pogadamy inaczej!Jak dziewczyna z dziewczyną-po moich słowach rozległa się cisza.Minuta...dwie minuty minęły a ja stałam nieruchomo,aż zadałam sobie sprawę z tego,że wszyscy czekają na bójkę moją i Emmy.No to trzeba zacząć coś robić i przestać tak się traktować przez innych.Walka...zaczęta!Wszyscy krzyczeli a ja zaczęłam szarpać za włosy tą lalunie
-Myślisz,że jestem ta najgorsza,że dam się jak inni i będę robić wszystko co mi karzesz?Nie!Dosyć tego mam tego serdecznie dosyć.Rozumiesz ciebie też mam dosyć wszystkich was mam dość!-krzyczałam na całą szkołę.
-Anabella przestań już krzyczeć-powiedział Tom.
-A co mi zrobisz?!
-Nie ale nie chcemy mieć siary przed dyrektorem
-Aha czyli jak ja coś robię to już coś jest nie tak a jak wy mi coś robicie zawsze jest okey?!
-No było tak ale już nie będzie.Błagamy teraz puść już Emmę i idź może do domu się przebrać
-Ooo dobry pomysł,a z tobą sobie jeszcze pogadam lala-odpowiedziałam i wyszła.Zostawiając wszystkich samych w szatni:Co za idiota wymyślił na mnie taką pułapkę.Domyślam się.że to Emma ze swoim chłopakiem.To zemsta za to,że nie dałam jej dziś rano pracy domowej.Eh,mam ją i go gdzieś nie będę się nimi przejmować.
Szlam,szłam i dojść coś nie mogłam.Tak jakby te wszystkie kręte ulice były jakimś długim labiryntem z którego nie da się nigdy wyjść.Idąc zauważyłam...małego pieska który szlajał się po starym terytorium pana.Stora.Niestety naszego staruszka wśród nas już nie ma,zmarł w wakacje.Miał aż 90 lat zawsze z moją młodszą siostrą dziwiliśmy się ile on dożył.Nie możemy sobie wyobrazić ile lat my będziemy żyły.Ale to nie ważne,ważne jest to,że muszę zrobić coś z tym malutkim pieskiem.Ale co przecież do naszego bloku jest zabronione wprowadzanie wszelkich zwierząt.Bo zawsze ludzie zostają wywalani z domu,albo muszą oddać pupila w obce ręce.Mam pomysł!Obok nas jest schronisko znam tam parę osób i bardzo im wierzę na pewno zaopiekują się tam dobrze szczeniakiem.Szybko więc po pędziłam w stronę zwierzaka.Biorąc go na ręce.
-Teraz pójdziemy do nowego domu tam będziesz bezpieczny-powiedziałam do pieska.
Po jego oczkach było widać strach,smutek i rozczarowanie,Gdyby Rosy to zobaczyła od razu zaczęła by płakać.Dlatego się cieszę,że nie ma jej teraz ze mną...
*5 minut później*
Kiedy doszłam już do schroniska.Wchodząc zauważyłam panią.Elizabet która od rana sprzątała ogrodzenia.Żeby wszystkie zwierzęta miały czysto.Tu nigdy nie było brudno i pewnie nigdy nie będzie,ale dość tego gadania.
-Dzień dobry!-krzyknęłam
-Aaa dzień dobry Anabella.Co tam się stało?
-Prozę panią przy prowadziłam do pani nowego pupila na pewno zaopiekujecie się nim dobrze.
-Ooo jaki słodziak a skąd go masz?
-Wie pani znalazłam przed chwilką na drodze szlajał się po chodniku więc go wzięłam i przy prowadziłam tu.
-No to dobrze.A ty kochana nie w szkole?
-Noo szkoda gadać.Wie pani jakie ja mam problemy więc musiałam zawrócić do domu i przebrać się z mokrych ubrań na suche.Dziś wiadro z pełną wodą zostało na mnie wylanie..Aż się boję myśleć co będzie jutro.
-To nie myśl,słoneczko.Teraz leć do środka będzie tam pan,Luke weźmie pieska i możesz lecieć z powrotem do szkoły.
-Dobrze...
Powiedziałam idąc w stronę drzwi gdzie można było spotkać męża pani Elizabet.Na pewno pan.Luke też się ucieszy jak zobaczy nowego członka rodziny.Mówię rodziny bo to dla nich wszystkich dom.Wszyscy bardzo się szanują i lubią jeszcze nie widziałam,czegoś tak niezwykłego.Niestety moje dalsze myśli przerwało mi wpadnięcie na kogoś spoglądając nie śmiało w górę.Zauważyłam niebieskie ślepia patrzące w moją stronę.Aż...usłyszałam:-Przepraszam.Nie zauważyłem cię gapa ze mnie.
-Spokojnie nie ty jeden to gapa znamy się tak w ogóle nigdy wcześniej cię tu nie widziałam.
-Aaa właśnie do szedłem do pracy i zapoznaje się z regulaminem itp.no sama pewnie wiesz.
-Aha.Chcesz przyjąć gościa do schroniska?
-Jakiego?
-A nie widzisz co trzymam na rękach?-roześmiałam się
-Aaaa okey spróbuję.
-Na pewno będzie dobrze.Pierwszy gość zaliczony-powiedziałam z uśmiechem.
Śliczne to *_*
OdpowiedzUsuńDziękuję *>*
OdpowiedzUsuń